• Wpisów:184
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:51
  • Licznik odwiedzin:38 765 / 2677 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kochani Pingerowcy i Drogie Pingerówki,
stało się.
Odchodzę.

Format "minibloga" (co to w ogóle jest?) irytował mnie właściwie od samego początku. Nie mogę tutaj edytować wpisów tak jak bym chciała, nie panuję nad layoutem, nie mam wpływu na pojawiające się reklamy. Żona od zarania dziejów zwodzi mnie obietnicą stworzenia mojego własnego, osobistego blogaska, nad którym będę panowała udzielnie i niepodzielnie - lecz jak wiadomo szewc bez butów chodzi i w dodatku świeci dziurami w skarpetach.

Dlatego też, bez ładu ni składu, impulsywnie i ekspansywnie postanowiłam zebrać swoje zabawki i od dziś rezyduję tu:
http://bompke.wordpress.com/

Dlaczego akurat wordpress? A dlaczego nie.

Nie będę przenosiła wpisów z pingera gdyż mój czas jest zbyt cenny, a w ogóle to bardzo bym chciała, ale nie chce mi się. Niemniej traktuję ów nowy blog jak kontynuację tego tutaj. Tylko w ładniejszych okolicznościach.

Nie zamykam też absolutnie mojego kramiku tutaj, będę korzystać z pinga aby nadal śledzić osoby znajome i obserwowane, tu przyznam lajka, tam coś dopiszę, jak dotąd. Prawdopodobnie przez jakiś czas będę też umieszczała tutaj zajawki nowych wpisów z nowej Porceliny.

Tak że don't cry for me, Argentina! Zapraszam na Bompkę po świeżutkiego Biszkopta, władcę stolika z Ikei.
  • awatar Porcelina w potoku: Aha, a gdyby ktoś wiedział/a jak można zmienić favicon na wp to bardzo chętnie przyjmę instrukcje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
otóż ćwiczę się w typografii.

Tak. Fascynacja "Cabin Pressure" nie przeszła mi bynajmniej, lecz ostatkiem sił bronię się przed popadnięciem w psychofanatyzm wobec Benedicta Cumberbatcha. See you on the flipside of the safety demonstration. Ciao!
 

 
Safely reached Qikiqtarjuaq on board the 'Golf Tango India'.

Serio, panowie piloci z "Cabin Pressure" bezpiecznie przewieźli mnie przez dwa koszmarne dni kończące ciężki tydzień. Zbiorowe podziękowania dla wszystkich, u których na fejsie czy blogasku przewinęły się wzmianki o tym słuchowisku. It's brilliant!
 

 


i nie ruszę się z domu na krok

więc dajcie mi wszyscy spokój

tak będę siedzieć.
 

 
Jeżeli przeprowadzam wywiad z bardzo zagraniczną autorką bestsellera, która poświęca mi 50 minut i rozmowa jest ciekawa, to jakie jest prawdopodobieństwo, że w ogóle nie włączyłam dyktafonu?

Otóż dziś się przekonałam, że stuprocentowe. Włączyłam go dopiero gdy myślałam, że wyłączam. Bo rozmowa była skończona.
  • awatar kura z biura: Etam, to nie żaden debilizm, tylko złośliwość rzeczy martwych.
  • awatar Porcelina w potoku: Spisałam to, co zapamiętałam. Na szczęście nie podawała szczegółowych danych liczbowych do piątego miejsca po przecinku. Ale jestem po prostu załamana rozległością własnego debilizmu.
  • awatar kura z biura: O kurde. I co?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Proszę walić drzwiami i oknami. Ja na pewno przyjdę, i moja Żona takoż.
 

 
składam właśnie wniosek o stypendium na napisanie kolejnej książki. Jestem przy punkcie "uzasadnij celowość przyznania stypendium" i uzasadniam, że praca nie pozwala mi się skupić na pisaniu.

I przez pracę nie mogę się skupić na napisaniu nawet tych dwóch linijek! Co za poziom absurdu.
  • awatar Porcelina w potoku: Sękju. Właśnie sobie uświadomiłam że napisałam "kolejną", jakbym ich miała już z 10 na koncie.
  • awatar Ingebjorga: Polubiłam post ze względu na kolejną książkę:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
http://wtramwaju.blox.pl/2013/01/Fenomen-Hobbita-czyli-tesknoty-ukryte-za.html?fb_action_ids=10200213061278874%2C10200210188927067&;fb_action_types=og.likes&fb_source=other_multiline&action_object_map={%2210200213061278874%22%3A516561048375408%2C%2210200210188927067%22%3A390414237716279}&action_type_map={%2210200213061278874%22%3A%22og.likes%22%2C%2210200210188927067%22%3A%22og.likes%22}&action_ref_map=[]

Cóż, nie wykryłam w sobie ani odrobiny tęsknoty za zamordyzmem, a Tolkiena lubię i "Hobbit" mi się podobał. A takiego steku bzdur, półprawd i naciąganych teorii dawno nie czytałam (bo generalnie niczego nie czytam dla beki).

Zrobiłabym polemiczną notkę, ale nie mam czasu. I nie chce mi się.

 

 
Nienawidzę pokonywać długich tras samochodem. Jako pasażerka, ma się rozumieć (jako kierowczyni nie mam doświadczenia). Męczy mnie suche i ciężkie powietrze, męczy mnie hałas. Nie mogę czytać, bo momentalnie robi mi się niedobrze. Muzyka, którą proponuje osoba dzierżąca stery zazwyczaj mi nie odpowiada i zawsze jest za głośna. Kręgosłup mi się wypacza i nieziemsko boli. Pod koniec trasy jestem znękana, wypluta i zastanawiam się, po co w ogóle ruszałam się z domu.
Ech, te problemy pierwszego świata.

Lecz nazajutrz po podróży widzę przez okno zaśnieżony Giewont. Są święta, mam wolne, będę ujeżdżać na nartach!

Temperatura jest dodatnia. Obawiamy się najgorszego. Nadaremnie, bo na stokach jest:
puszysty, chrupiący, zaskorupiały, zleżały, sprasowany, wyratrakowany, zbrylony, spulchniony, mokry, suchy, skrzypiący, zmarznięty, zlodowaciały.
Biały, a czasem niebieski.


Z urokliwej chatki

rozciąga się widok na Przepiękny Przestwór:

No to jazda.
Wujek Wielka Łapa, znany też jako Niuniuś, król wyciągu.

Po pierwszym zjeździe euforia niemal zwala mnie z nóg. Czuję się, jakbym ostatnio przypięła narty wczoraj, a nie rok temu.
Cudowne uczucie oczywiście szybko mija. Zjazdy zaczynają mnie nudzić, wątłe mięśnie od razu się męczą. Miałam ćwiczyć technikę, ale nie chce mi się. Jeżdżę wolno, statycznie, na pokracznie rozstawionych nogach. Skręcam często i bez przekonania. Nieużywane kijki zwisają mi smętnie z rąk.
Następnie odkrywam jazdę na krechę! Kijek tam z techniką. Emocjonuje mnie prędkość. Znów jest cudownie.

Samotność długodystansowca. Snowboardu nie widać, co nie znaczy, że go nie ma.

Dzień zimowy kończy się nagle

Robi się ciemno, więc się zwijamy. Zanim zgrabiałymi palcami poodpinamy wszystkie sprzączki, paski, zaciski i zasznurowania, zanim otrzepiemy ze śniegu siebie i sprzęt, zanim załadujemy wszystko do samochodu będzie już całkiem ciemno, a w żołądkach będziemy mieć to, co moja Żona określa jako płonąca kula głodu. A czeka nas jeszcze kilkanaście kilometrów zanim zasiądziemy w zakopiańskiej Owczarni i zamówimy furę żarcia, którego potem nie będziemy w stanie zjeść do końca.

Czynności te powtórzymy pięciokrotnie.






I na koniec wyróżnienie, które sama sobie pragnę przyznać:
za najwyższą rozpoznawalność na stoku.